Steam jako zawór do bogactwa

gallery_14885_1416_55870Każdy ceniący się gracz wie czym jest platforma Steam i nie trzeba im tego wyjaśniać. W ostatnich czasach Steam stał się gigantem jeśli chodzi o dystrybucję legalnych gier. Jednak czy traktowanie graczy przed właścicieli jest takie samo jak kiedyś? Zaraz się o tym przekonamy.
W środowisku graczy mówi się o tym, że Panowie ze Steama zrobili się dużo bardziej łapczywi na pieniądze niż kiedyś. Prawda jest taka, że chyba każdy z nas, jeśli stworzyłby coś wielkiego chciałby, żeby to istniało przez długi, długi czas. Fajną sprawą jest to, jeśli pod żadnym pozorem nie dokłada się do interesu. Jednak jest zasadnicza różnica pomiędzy racjonalnym działaniem a wyzyskiwaniem graczy, o którym było głośno nie tak dawno o EA Games.
Aby zrozumieć całe zjawisko wyzyskiwania powinniśmy się chyba cofnąć o te kilka lat, kiedy to Panowie zdecydowali się założyć Steam, a właściwie wcześniejsze Valve. Firma narodziła się w latach 90-tych, ale jak okazuje się gdyby nie Bill Gates nigdy byśmy nawet o niej nie usłyszeli. Jak się okazuje Panowie współpracowali ze sobą przy pisaniu nowego systemu operacyjnego, Windows. Minęła dekada i Panowie także chcieli osiągnąć sukces na własną rękę, ale czy sodówka w tym momencie nie uderzyła do głowy?
Fundusze się znalazły z tego względu, że Windows okazał się kasowym sukcesem w tamtych czasach. Jednak nie było od razu tak łatwo, pierwsze przedsiębiorstwo nosiło nazwę Valve. Dzięki kontaktom załatwili sobie silnik Quake’a, a ponieważ mieli już doświadczenie w programowaniu (nie zwracali uwagi na to, że gry były pisane w innym języku niż system operacyjny) to nie było dla nich żadną przeszkodą. Czy w tym momencie zaczęło im już odbijać? Można powiedzieć, że chcieli spróbować wszystkiego a nie siedzieć w Microsofcie do końca swojego życia, ale czy ta perspektywa była aż taka straszna? Według mnie nie, ale dla przyszłych twórców Steama i owszem. Początkowo problem był z wydapwcą, ale i on się znalazł. Tak Half-Life ujrzało światło dzienne, a Sierra podjęło się wydania. Panowie z Valve dojrzeli potencjał w twórcach Counter Strike, po czasie dołączyli do firmy.
Pomysł Steama budziło kontrowersje z tego względu, że nieuczciwi gracze praktycznie nie mieli tam prawa bytu. Jednak była też całkiem spora grupa uczciwych graczy, którym to rozwiązanie było na rękę. Wreszcie ktoś podjął się tego, aby karać nieuczciwych graczy. Steam stał się cyfrową dystrybucję gier co znaczyło, że świat idzie do przodu.
O co całe halo? W tym sęk, że w świetle prawa to nie producent dostaje pieniądze, ale Steam. Steam sam w sobie jest biblioteką do przechowywania gier, gdzie producenci rzekomo się na to zgadzają ale w praktyce nie dostają z tego ani grosza. Przeceny leżą tylko w kwestii Steama. Zadajmy sobie pytanie: czy nabywamy wtedy prawo do posiadania gry czy prawo do przechowywania jest w bibliotece? Z mojego punktu widzenia wygląda to tak płacimy za coś, czego tak naprawdę nie posiadamy. Kto tak naprawdę jest właścicielem gry: my czy Steam, który nam ją tylko „wypożyczył”? Z reguły niezbyt często zagłębiałam się sam regulamin, ale nikt nie był w stanie go przetłumaczyć na język polski. Z tłumaczeniami bywa tak, że możemy źle zrozumieć niektóre wyrażenia.
Podsumowując powinniśmy się zastanowić kto tu naprawdę jest głupkiem: Steam, który oszukuje chociażby w promocjach i doi z nas pieniądze czy my, płacąc za coś co tak naprawdę nigdy nie będzie nasze. Czasami lepiej wybrać się do sklepu z grami i fizycznie nabyć ulubioną grę niż bawić się w wypożyczanie ze Steamem.